sobota, 6 listopada 2010

Prezentacje na wesoło - część 1/2

Nic tak nie ożywia prezentacji jak dobry żart. Nic tak jej nie zabija jak dowcip, z którego nikt się nie śmieje.

Opowiadanie zabawnych historii w czasie prezentacji to ryzykowna praktyka, ale wywoływanie salw śmiechu to marzenie mówcy. Czyż nie ma w tym sprzeczności?

Z dowcipami jest taki problem, że wyglądają jak szeroko rozwinięte transparenty z krzyczącym napisem "Hej, oto ja, chcę was rozśmieszyć, więc lepiej jeśli będziecie się teraz śmiać!!!" A kto lubi wybuchać naturalnym i szczerym śmiechem na zawołanie?

Pomyśl o różnicy między półgodzinnym wystąpieniem nudnego mówcy w dusznej sali i rozmową z przyjacielem na plaży. Może znajomy nie powiedział w tym czasie nic ciekawego, ale nie nudziłeś się ani przez chwilę, bo... w każdej chwili mogłeś mu przerwać :-)

Śmiech jest pozytywną reakcją na Twoje słowa. Słuchamy, rozumiemy i zgadzamy się... Co więcej, lubimy Cię :-)

Każdy wybuch śmiechu jest jak psychologiczne "zerowanie licznika" do początku wystąpienia. Śmiech poprawia krążenie i rozluźnia mięśnie. To krótki masaż całego ciała.

Doświadczeni mówcy i trenerzy wiedzą, że ludzie uczą się nowych rzeczy nie przez słuchanie, powtarzanie czy zapisywanie, ale poprzez działanie. Śmianie się w czasie prezentacji trudno nazwać działaniem, ale nawet miłośnicy telewizyjnych oper mydlanych lubią taką "wentylację" umysłu :-)

Mówisz, że nie masz poczucia humoru...

Dobry mówca potrafi wprowadzić słuchaczy w wesoły nastrój nie korzystając z dowcipów. Kluczem jest talent dostrzeżenia śmieszności i absurdu w tym co się dzieje wokół nas. A jeśli jeszcze jest to umiejętność doszukania się śmieszności u siebie samego, sukces murowany.

Spostrzegawczość, spontaniczność i autoironia to kapitał, który w zupełności wystarczy, że dostarczyć wystarczającej dawki humoru. Jeśli uda Ci się wykorzystać te walory w jasnym odniesieniu do tematu prezentacji i Twego audytorium, możesz liczyć na regularne salwy zdrowego śmiechu.

Oto sprawdzone porady jak dobrze się bawić nawet kiedy słuchacze na początku mają wykaligrafowane na twarzach hasło: "Jacy my jesteśmy dziś smutni":

1. Otocz się humorem. Szukaj wokół siebie zabawnych sytuacji, zachowań i powiedzeń. Obserwuj absurdy codziennego życia. Jest ich tyle, że przestajemy je zauważać. Wieloznaczne komunikaty, nieżyciowe procedury, biurokratyczne schematy, itp.

2. Śmiejąc się z innych śmiej się w pierwszej kolejności z siebie samego. Autoironia jest wyższą formą ironii. Samokrytyka jest bardziej zabawna od krytyki. Moje lustro codziennie mi o tym przypomina :-)

3. Oglądaj występy satyryków. Poznaj ich warsztat. Skup się na technice. Obejrzyj ich program nie jako widz, ale "inżynier wozu transmisyjnego". Stwórz własny zestaw historii, które opowiadasz z przyjemnością, bo wiesz, że bawią towarzystwo.

4. Ciesz się tym co robisz. Czerpanie przyjemności z rozśmieszania to chyba największy sekret najlepszych satyryków. Śmiej razem ze swoim audytorium. Pokaż, na przykład, jak przez pół godziny obiera się banana... :-)

5. Opracuj schemat standardowej zabawnej opowieści. Na przykład, "Satyrycy z talentem do improwizacji należą do ginącego gatunku i z tego powodu są pod specjalną ochroną GIODO. W nieoficjalnych statystykach dostępnych tylko dla nich samych jest ich nie więcej niż siedmiu. Kilku się skutecznie ukrywa i jak donosi prasa brukowa nie ma to nic wspólnego z płaceniem podatków. Nieliczni są poza wszelką klasyfikacją nawet najbardziej kreatywnych urzędników z Brukseli. Większość satyryków występuje bez przygotowania wierząc, że honorarium za występ jest wystarczającą motywacją do rozśmieszania publiczności. Ich umysł pracuje wtedy jak silnik odrzutowca, któremu po trzech godzinach krążenia nad lotniskiem za chwilę skończy się paliwo..." Opowiadaj je znajomym i zapamiętaj momenty kiedy wybuchają śmiechem.

W następnym odcinku pięć kolejnych porad jak okrasić prezentację humorem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Kontakt

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *